niedziela, 3 listopada 2013

Turystyka wspinaczkowa

Ostatnio zacząłem, no właśnie chciałem napisać trenować, ale to za mocne słowo. Trening powinien przynosić wymierne efekty, być systematyczny i zaplanowany, więc ja po prostu napiszę, że zacząłem się trochę ruszać, taka "turystyka wspinaczkowa" o ile istnieje coś takiego. Zahaczyłem o ścianę, bouldering  i wspinanie z liną w Dalkey. Wspinanie z liną zasługuje na szczególną uwagę nie z racji trudności przebytej drogi, gdyż trudności na drodze nie było, a odstępu czasowego. Ostatni raz związałem się liną i poprowadziłem coś we wrześniu 2011 roku na Sardynii.

Mur skalny w Dorgali na Sardynii
Jeśli chodzi o ścianę wspinaczkową to jestem trochę zaskoczony, spodobała mi się ostatnio taka forma aktywności, choć nie ukrywam, że zawsze byłem i jestem przeciwnikiem wspinania na sztucznych obiektach. Krótkie wyjaśnienie poruszonej kwestii; chodzi o to aby mając możliwość wyboru, wybierać skały a nie panel. Panel tak, ale jak wyjazd w skały jest niemożliwy. Na początku pojawiła się u mnie tzw. forma pięciominutowa, czyli mogę zrobić na ścianie w zasadzie wszystko ale tylko na początku przez około 5-7 minut później "power" ucieka ze mnie jak powietrze z przebitej opony i nawet przedłużone resty nic nie pomagają.
Starałem się ostatnio prześledzić niusy z Irlandii odnośnie przejść, a także pojawiłem się na kilku blogach. Wydawało mi się, że przy zapleczu wspinaczkowym jakie się ostatnio pojawiło w okolicach Dublina będzie głośno o przejściach. Tymczasem nie wiem czy to problem medialny, czy też wrodzonej skromności ale ogólnie cisza, mało świeżych wiadomości. Na pewno na uwagę zasługuje wydanie książki Bouldering Essentials by David Flanagan.
Nie chcę robić nikomu reklamy i pominę treść merytoryczną, z którą to nie miałem okazji się zaznajomić, gdyż oglądałem książkę w jednym ze sklepów wspinaczkowych. Ale foty w środku rewelacyjne, na najwyższym poziomie. Książka raczej przeznaczona dla zaczynających swoją przygodę z boulderingiem. Choć ja wiele razy wyciągając crashpada z auta byłem zaczepiany przez ludność masową pytaniami co to. Po kilku zdaniach wyjaśnień padało słowo bouldering i pytań było jeszcze więcej, więc w takim przypadku szybkie wyciągnięcie "bouldering esssentials" z pewnością ułatwia sprawę. Przykładowe sample tutaj.
Pojawiłem się też na Skalpie, pomimo nie za ciekawych prognoz pogodowych. Forma nie była najgorsza i zabrakło naprawdę nie wiele do zrobienia sit startu na jednym z klasyków rejonu. Zrobiłem też rekonesans po okolicy i natknąłem się na dwie niewielkie skały nie odnotowane w topo, ale być może przechodzone wcześniej. Bouldery definitywnie nadające się do sit start, bezstresowe i jak tutaj mówią oferujace "good landing". Sam się nie wstawiałem, a trudności raczej coś z tych rozgrzewkowych, może przy następnej okazji. Fotki poniżej.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz